Klub Szachowy Gryf Szczecin
70-552 Szczecin, al. Wyzwolenia 7/U11
NIP 852-23-92-463 REGON 812-621-802
Tel. 666-247-147 mail: klub@szachy.szczecin.pl
Konto bankowe: BOŚ Bank 82 1540 1085 2030 9140 0585 0001


   

MENU

   Strona główna
   Fotogaleria
   Informacje Różne
   Artykuły
   Partie
   Archiwum
   Wyszukiwarka
   Linki


ZAPOWIEDZI

   Turnieje Regionalne
   Turnieje Ogólnopolskie


WYNIKI

   Wyniki Turniejów
   4 Pory Roku


KSz Gryf Szczecin

   Lokalizacja Siedziby
   Przystąp do KSz Gryf!
   Szkolenie Zawodników
   Prasa o Nas
   Zarząd
   Statut
   Informacje Kontaktowe
   Mecenasi i Partnerzy
   Historia




Drodzy Internauci!
Pragniemy zaprosić was na nową stronę Klubu Szachowego Gryf Szczecin opublikowaną pod adresem www.gryfszczecin.org


17 marca rozpoczynają się Mistrzostwa Polski Juniorów do lat 16 i 18, które będziemy już relacjonowali na nowej www. Tam też znajdziecie zaległe relacje z ostatnio organizowanych zawodów.
Na nowej stronie zupełnie przebudowaliśmy sposób nawigacji (rezygnacja z menu bocznego), dzięki czemu strona jest w pełni kompatybilna z urządzeniami mobilnymi jak np popularne smartfony. Ponadto strona została przeniesiona na jeden z najlepszych serwerów dostępnych na rynku, dzięki czemu strony powinny otwierać się znacznie szybciej niż obecnie.
Stara strona będzie funkcjonowała do czasu przeniesienia archiwum wyników. To nasza historia, więc nie ma takiej opcji, abyśmy mieli je ot tak skasować.
Niestety jest to proces czasochłonny, gdyż dane muszą być przenoszone ręcznie i wymagają ponownego formatowania oraz sprawdzania poprawności działania odsyłaczy (np. wiele stron m.in. z wynikami przestało istnieć). Dopiero gdy proces ten dobiegnie końca, obecna domena www.szachy.szczecin.pl zostanie przekierowana na nową stronę.


Poniższy artykuł został opublikowany w 2004 roku na nieistniejącym już forum dyskusyjnym Polskiego Związku Szachowego. Jego autorem jest ówczesny wiceprezes Polskiego Związku Szachowego dr. Jan Macieja.
Tuż przed likwidacją forum, postanowiliśmy go skopiować, a po usunieciu całej jego zawartości poprosiliśmy autora o zgodę na jego zamieszczenie na naszej stronie internetowej.


Od czego zależy przyszłość szachów w Polsce?


Dr. Jan Macieja

W moim przekonaniu, szachy w świecie, tak jak i w Polsce znalazły się na niebezpiecznym rozdrożu. Od tego, w jakim pójdą kierunku, zależeć będzie ich dalszy rozwój. Bieda w tym, że trudno jest zgadnąć, które kierunki są właściwe. Ponadto, przyszłość szachów zależy od równoczesnego spełnienia bardzo wielu warunków, w tym takich, o których dzisiaj wiemy niewiele lub nie zdajemy sobie sprawy z tego, że są ważne, a nawet, że istnieją.
Nie ulega wątpliwości, że na przełomie XX i XXI wieku, nastąpił spadek promocyjnych wartości szachowych, co stawia je w trudnej sytuacji finansowej. Przykładowo, Kasparow godzi się rozgrywa mecze z komputerem za coraz mniejsze pieniądze, a chętnych do płacenia nie przybyło.
W Polsce pozyskanie sponsora na sfinansowanie nawet bardzo profesjonalnie przygotowanej imprezy szachowej graniczy z cudem, podczas gdy jeszcze kilka lat temu nie było z tym kłopotu. W wielu bogatych krajach, np. w Wielkiej Brytanii znikły już turnieje m.in. finansowane przez banki. W Polsce, jedynie Polonia Warszawa organizuje jeden turniej na poziomie europejskim, ale Turniej Amplico Life – bo o nim mowa – jest turniejem szachów aktywnych, a nie klasycznych. Wielki festiwal szachowy w Polanicy jest imprezą praktycznie krajową, organizowaną dla amatorów.
Czołówka światowa utrzymywana jest przez Prezydenta Kałmucji Kirsana Iljumżynowa. Jego ewentualna rezygnacja z funkcji Prezydenta FIDE oznaczałaby finansową katastrofę szachów. Wiele osób podnosi też aspekt moralny tego finansowania. Prawdopodobnie nie są to prywatne pieniądze Pana Prezydenta, a poziom życia mieszkańców Kałmucji należy do niższych w świecie.
Można się spierać, co do obserwowanego tempa spadku promocyjnej atrakcyjności szachów, ale samemu procesowi nie sposób zaprzeczyć. Do jego utrwalania przyczynia się komputer, pomimo jego ogromnej przydatności w szkoleniu, sprawdzaniu wariantów, utrzymywaniu baz danych i szybkiego do nich dostępu. Komputer, wygrywając nie tylko z czołowymi arcymistrzami, ale nawet z mistrzem świata, deprecjonuje dotychczasową wysoką intelektualną pozycję szachisty. Nastąpiło „odbrązowienie” geniuszy szachowych. Każda wygrana komputera z mistrzem świata sprawia, że zainteresowanie mass mediów wynikami osiąganymi nawet przez czołówkę światową, zauważalnie maleje. Mistrz świata przestał być herosem.
Podobnie byłoby w innych sportach. Załóżmy, że udałoby się zbudować maszynę zdolną do wygrywania z najlepszymi tenisistami. Oznaczałoby to koniec zainteresowania tym sportem ze strony kibiców - gotowych obecnie płacić za bilet kilkaset dolarów i więcej. Może ludzie oglądaliby walki maszyn, ale nie byłby to już tenis – magnes przyciągający biznes i mass media na imprezy tenisowe. Turniej maszyn gromadziłby głównie ich konstruktorów. Młodzież straciwszy „niepokonywalnych”, jej zdaniem idoli, nie garnęłaby się do tenisa. Nie byłoby pieniędzy ani z drogich biletów, ani tych wziętych z reklam.
Wymieniona przyczyna spadku promocyjnej atrakcyjności szachów jest ważna, ale czy najważniejsza? Wydaje się, że nie. Za najważniejszą uznać należy komercjalizację sportów olimpijskich. Mechanizm działania jest następujący. Zdobycie medalu olimpijskiego uważane jest za sprawę honoru, poprawę wizerunku danego kraju w opinii świata. Większość społeczeństwa przykłada dużą wagę do osiągnięć sportowców na Olimpiadzie. Z tego względu, dla pozyskania życzliwości wyborców, politycy – nawet ci z „górnej półki”, jak prezydenci, premierzy, marszałkowie, angażują się na rzecz zdobywania środków finansowych na rozwój sportów olipmijskich. Często patronują fundacjom olimpijskim, nawet jeśli nie czynią tego formalnie. W większości krajów, ogólnokrajowa telewizja, to telewizja publiczna. Wiele czołowych gazet oraz radiostacji związanych jest z obozem rządowym. Z tego powodu wszelkie spotkania rządzących ze sportowcami są skrzętnie odnotowywane przez te media. Media komercyjne nie mogą zachowywać się inaczej, gdyż nie propagując sportów olimpijskich, chociażby to było pchnięcie kulą kobiet, dźwiganie ciężarów kobiet, chód kobiet, a więc sportów o wątpliwych walorach dla ich zdrowia i wyglądu, czynią to z prostej obawy przed pogorszeniem swej pozycji rynkowej. Zainteresowanie polityków i mass mediów sportami olimpijskimi przyciąga do nich najbogatsze firmy świata. Zdaniem wybitnych znawców z zakresu promocji i reklamy, Olimpiada stała się najważniejszą imprezą komercyjno-reklamową, a nie tylko sportową. Szachiści mogą jedynie czytać o pieniądzach płaconych olimpijczykom, nie mogąc nawet wyobrazić sobie takich sum.
Z powyższego przeświadczenia narzucić mógłby się wniosek, że PZSzach powinien skoncentrować się na działaniach zmierzających do przyznania szachom statusu dyscypliny olimpijskiej, ale go nie formułuję, gdyż byłby nierealny; szkoda zachodu.
Jest jednak ważny powód, dla którego czarny scenariusz marginalizacji szachów, z ich upadkiem włącznie, może się nie spełnić. Tym powodem jest ogromne – przynajmniej potencjalnie – edukacyjne i wychowawcze znaczenie szachów. Wzrosło ono wskutek trzech nowych megatrendów, jakimi są: a) gwałtowny spadek liczby urodzeń i narastanie odsetka osób starszych, wymagających utrzymania; b) globalizacja życia społeczno-gospodarczego i c) nowe formy postępu technologicznego. Wszystkie trzy megatrendy jednocześnie podnoszą znaczenie edukacji i wychowania młodzieży dla przyszłości każdego narodu (społeczeństwa). Tylko młodzi ludzie, wszechstronnie wykształceni, ambitni, odpowiedzialni za podejmowane decyzje, potrafią po pierwsze, „wziąć na utrzymanie” tak ogromną liczbę ludzi starych, niezdolnych do pracy; po drugie, sprostać wywołanej wolnym handlem międzynarodowej konkurencji; po trzecie, tworzyć nowe dziedziny działalności gospodarczej, wymagające wielkiej wiedzy (w żargonie ekonomicznym nazywane są one przemysłami opartymi na wiedzy). To nie koniec trudnych wyzwań, jakie stanęły przed współczesnym człowiekiem. Globalizacja – oprócz tego, że stwarza niedostępne dotychczas możliwości rozwoju gospodarczego – niesie wiele zagrożeń instytucjom odgrywającym dotychczas podstawową rolę w wychowaniu człowieka, jak rodzina, religia, instytucje wzmacniające więzy lokalnych społeczności. Wzrosło zagrożenie przestępczością i innymi patologiami społecznymi (np. uzależnienie od alkoholu, narkotyków). Paradoksalnie, nowe kierunki postępu technologicznego, dające człowiekowi nowe możliwości wytwarzania dóbr i usług, sprzyjają biernemu trybowi życia człowieka. Wystarczy wcisnąć przycisk, aby uczestniczyć w imprezie sportowej, wysłuchać muzyki, obejrzeć sztukę. Nie potrzeba wstawać z fotela czy łóżka.
W kontekście powyższych procesów, teza o wzroście znaczenia edukacyjnych i wychowawczych walorów szachów wydaje się być oczywista. Łatwo o dowody, że: po pierwsze, gra szachowa pomaga rozwijać wrodzone uzdolnienia. Dzieci grające w szachy lepiej się uczą, kończą lepsze szkoły i uniwersytety, łatwiej znajdują pracę, a tym samym lepiej radzą sobie w życiu; po drugie, wrodzone talenty dostrzeżone w czasie szkolenia szachowego przeważnie nie zatracają się w życiu. Jest to zrozumiałe, gdyż wczesne odkrycie utalentowanego dziecka daje więcej szans na sworznie mu warunków do pełnego rozwoju wrodzonego talentu. Wyławianie talentów, a następnie stwarzanie im szans rozwojowych, jest zatem jednym z najważniejszych zadań każdego państwa, gdyż to one decydują o przyszłych warunkach prowadzenia działalności gospodarczej, o tym jaka będzie przyszłość danego narodu i siła państwa. Z powyższego nasuwa się wniosek, że mogą stać się skutecznym narzędziem realizacji zadań państwa w zakresie wyławiania talentów i stwarzania im szans rozwojowych; po trzecie, dzieci (młodzież) grające w szachy, praktycznie nie wpadają w nałóg picia alkoholu, zażywania narkotyków, czy palenia tytoniu; po czwarte, gra szachowa jest stosunkowo atrakcyjnym sposobem na przezwyciężanie biernego stylu życia, będącego produktem ubocznym postępu technologicznego. Przez grę szachową wyrabiany jest nawyk tworzenia; dobra partia jest bowiem sztuką, czymś nowym, oryginalnym. Każdy dobry szachista, przez definicję, jest człowiekiem twórczym, bowiem gry szachowej nie można nauczyć się na pamięć.
Te nowe szanse – stwarzane szachom niekorzystnymi dla przyszłości cywilizacji judeo-chrześcijańskiej procesami demograficznymi, nowymi kierunkami postępu technologicznego i globalizacją - sprawiają, że moja wiara w przyszłość szachów jest – po spełnieniu pewnych warunków – niezachwiana. Szachy mogą stać się skutecznym remedium na współczesne wyzwania, jakie pojawiły się przed człowiekiem. Mogą zatem, pod pewnymi warunkami, uzyskać życzliwość społeczeństwa, elit, biznesu, państwa, zapewniającą im dobrą przyszłość. W solidnym wypełnianiu funkcji edukacyjno-wychowawczych, a nie w produkcji arcymistrzów, upatruję przyszłość szachów. Trzeba się tej szansy uczepić wszystkimi siłami.
Celem artykułu jest ukazanie głównych warunków rozwoju szachów w Polsce oraz wskazanie kierunków działań, w większości niekonwencjonalnych, mogących je spełnić. W moim przekonaniu, przyszłość polskich szachów, w największym stopniu zależy od:

1) tego, czy rodzice uzdolnionych dzieci przyprowadzą je do klubów (szkółek), względnie, wzorem Państwa Polgar, będą nauczać je gry szachowej w domu (sposób szkolenia wymyślony przez Pana Polgar, choć bardzo efektywny, jest bardzo trudny do powtórzenia i można przypuszczać, że nie będzie stosowany w Polsce na masową skalę).
Pozyskanie dla szachów dzieci najbardziej uzdolnionych, uważam za warunek warunków rozkwitu szachów w naszym kraju. Jeśli kluby nie pozyskają uzdolnionych dzieci, żadne inne działania nie mogą zapewnić osiągnięcia naszego wspólnego celu, jakim obok umasowienia jest podniesienie poziomu gry szachowej. Choć produkcja arcymistrzów nie jest celem ruchu szachowego, trzeba zdawać sobie sprawę z faktu, że bez podnoszenia poziomu, a zwłaszcza bez światowych osiągnięć, upowszechnienie szachów wydaje się niemożliwe, gdyż młodzież, nie mając idoli, nie będzie garnąć się do szachów. Wybierze te dziedziny sportu, w których osiągane są wyniki na poziomie światowym.
Nie mam wątpliwości, że rodzice będą przyprowadzać uzdolnione dzieci do klubów szachowych wówczas, jeśli dostrzegą, że gra szachowa wyrabia nawyk pracowitości, wytrwałości w osiąganiu celów oraz – co nie jest mniej ważne, uczy dokonywania rozważnych i trafnych wyborów. Jeśli ponadto, dzieci (młodzież) grająca w szachy nie będą popadać w uzależnienia od narkotyków, alkoholu i palenia tytoniu, a zarazem kończyć będą dobre szkoły i uniwersytety, a tym samym będą dobrze radzić sobie w życiu, to możemy liczyć na to, że najzdolniejsze dzieci trafią do szachów. Kluby szachowe będą przepełnione dziećmi i młodzieżą uzdolnioną.
Pragnę zarazem mocno podkreślić, że jeżeli dziecko jest naprawdę zdolne, to uczęszczanie do szkoły, nawet tej najlepszej, nie przeszkodzi mu w zrobieniu kariery szachowej. Wręcz przeciwnie. Uczniowie uczęszczający do dobrych szkół i studenci dobrych uniwersytetów, łatwo radzą sobie z szachami. Powoływanie się na przykład Kramnika, czy Ponomariowa, że są dobrymi szachistami, pomimo, że nie mają wykształcenia, nie obala moich twierdzeń, gdyż nikt nie wie, czy nie byliby lepszymi szachistami i zachowywaliby się bardziej profesjonalnie, gdyby skończyli studia. Dowodzenie za pomocą przykładu nie jest dowodzeniem, gdyż zawsze można znaleźć przykład wiodący do innych wniosków. Łatwo dostrzegalne jest tu sprzężenie zwrotne. Od dawna wiadomo, że gra w szachy rozwija niektóre wrodzone uzdolnienia, zwłaszcza do matematyki, fizyki, języków obcych, prawa, ekonomii. Nie mam wątpliwości, że nauka gry szachowej prowadzona przez dobrego trenera, przynależność do dobrego klubu, pomaga w ukończeniu dobrych szkół i uniwersytetów.
Jeśli prawidłowo szkolone dziecko grające w szachy nie radzi sobie z nauka w dobrej szkole lub z szachami, to nie ma sensu przenoszenie go do słabej szkoły, co gorsze, a co niestety nieraz zdarzało się, przerywanie nauki lub pozbawianie młodego szachisty możliwości studiowania po to, aby osiągnęło sukces szachowy. Takie dziecko po prostu nie jest zdolne i niczego wielkiego w szachach nie osiągnie, niezależnie od tego, do jakiej będzie uczęszczać szkoły. Dla zaspokojenia własnych ambicji lub spełnienia kariery szachowej, nie wolno rodzicom skazywać dziecka na gorszą szkołę, ani odwodzić od studiowania. Nie wolno też trenerom namawiać rodziców do podejmowania takich decyzji. Działanie takie szkodzi dziecku, a nie pomaga szachom.
Ewentualnym oponentom, pragnę zwrócić uwagę, że w Polsce zarówno dziewczęta jak i chłopcy studiujący na wyższych uczelniach oraz ci, którzy je ukończyli, nie grają w szachy gorzej od koleżanek i kolegów, którzy z różnych względów (w tym, niestety ze względu na szachy) nie rozpoczęli lub nie ukończyli studiów.
Podsumowując, rozkwit szachów w Polsce w największym stopniu zależeć będzie od tego, czy trafią do nich najbardziej uzdolnione dzieci (młodzież). Jak to starałem się mocno podkreślić, rodzice będą przyprowadzać utalentowane dzieci na zajęcia szachowe, jeśli spostrzegą, że młodzież grająca w szachy wyrasta na ludzi porządnych, kulturalnych, dobrze wykształconych, wolnych od nałogów, radzących sobie w życiu. Nie mam wątpliwości, że rodzice nie będą przyprowadzać swych pociech na zajęcia szachowe, jeśli dostrzegą, że szkółka szachowa jest fabryką zestresowanych nieudaczników życiowych, niezdolnych do wykorzystania nadarzających się szans życiowych, ludzi zakompleksionych, zwłaszcza niegodnych szacunku.
Powyższe rozważania i spostrzeżenia stwarzają solidną przesłankę do wcześniej wypowiedzianej tezy, że po to, aby szachy się rozwijały, celem ruchu szachowego nie może być produkcja „arcymistrzów lub zawodowców”. Powinniśmy nastawić się na narzędziowe traktowanie szachów, tzn. szukać w nich środka pomagającego podnosić poziom wykształcenia oraz wychowania na dobrych ludzi i obywateli. Tylko przez takie podejście możemy zapewnić szachom rozwój.
Jest zrozumiałe, że jeśli w tej ogromnej masie grających w szachy znajdą się osoby wybitnie uzdolnione szachowo, to zadaniem klubów i związków szachowych, jest stworzenie im takich warunków, aby po skończeniu studiów mogły profesjonalnie zajmować się szachami; nie możemy dopuścić do tego, aby nad Wisłą marnowały się talenty, w tym szachowe. Ukończone studia, są najlepszym sposobem redukcji ryzyka niepowodzenia życiowego; jeśli komuś nie uda się wyżyć z szachów, wróci do zawodu. Przeżyje przygodę, nabierze potrzebnego w pracy doświadczenia, dobrze będzie nas, działaczy szachowych, wspomagał w życiu, a nie źle życzył za zmarnowaną karierę życiową.
Formułując wniosek o potrzebie stwarzania warunków do profesjonalnego uprawiania szachów osobom wybitnie uzdolnionym, kieruję się de facto następującymi trzema przesłankami: po pierwsze, każdy ma prawo do podejmowania zawodu, który wydaje mu się najbardziej odpowiedni; po drugie, wybitni arcymistrzowie poprawiają wizerunek Polski wśród społeczności świata; po trzecie – jak już o tym była mowa - młodzież nie będzie garnąć się do szachów, jeśli nie będzie mieć swoich idoli.

2) tego, czy przyprowadzone przez rodziców utalentowane dzieci zechcą grać w szachy, nie uciekną z klubów. Nie ulega wątpliwości, że dla uzdolnionych dzieci zajęcia szachowe są atrakcyjną rozrywką umysłową. Muszą być one jednak prowadzone profesjonalnie, przy tym ciekawie, z wykorzystaniem komputera i Internetu.
W moim przeświadczeniu, zwiększenie liczby dobrze przygotowanych do wykonywanego zawodu trenerów, jest chyba najpilniejszym zadaniem Zarządu Związku i okręgowych związków szachowych. Jest to zadanie trudne, na pograniczu wykonalności, bowiem łączy się z dużymi nakładami finansowymi oraz potrzebą wykształcenia wielkiej liczby trenerów.
Powodzenie realizacji tego zadania zależeć będzie od wykorzystania na te cele środków przeznaczonych w programach organów samorządu terytorialnego, dostępnych instytucjom pożytku publicznego, a także środków unijnych. Chcę jednak mocno podkreślić, że pieniądze to nie wszystko. Równie ważna jest prawidłowa metodyka szkolenia, jego organizacja i kontrola oraz dobór nauczycieli kształcących trenerów (trenerów trenerów).
Osobiście nie wierzę w powodzenie przedsięwzięcia podwyższania poziomu gry szachowej w Polsce, bez dobrze przemyślanego importu szkoleniowców z Rosji, Ukrainy, Armenii i Gruzji. W krajach tych szkolenie szachowe wydaje się być najbardziej efektywne. Ponadto, potrzebne będzie zawarcie stosownych umów z tamtymi federacjami szachowymi.
Znam działaczy, którzy rozwój szachów w Polsce upatrują w zamknięciu wjazdu do nas trenerom z powyższych krajów, zwłaszcza z Rosji, opowiadając przy tym niesamowite historie o uczestniczeniu przez nich w spisku przeciw światowej społeczności szachowej. Wcześniej w Rosji w XIX wieku, a później w ZSRR wykształciło się wiele szkół uprawiania sztuki, sportu, w tym gry szachowej, których poziom do dzisiaj nie jest dostępny innym krajom. Przykładowo, zawodnicy uprawiający jazdę figurową na lodzie trenowani przez polskich trenerów potrafią opanować sztukę poruszania się po lodzie, nawet wykonywania pięknych skoków, ale nie zdarzyło się, aby potrafili stworzyć widowisko, któremu na imię balet. Tego nie potrafi nauczyć trener nie wywodzący się z wielkiej szkoły baletowej. Praktycznie, potrafią to jedynie Rosjanie, Amerykanie, Francuzi, nieraz udaje się to Anglikom.
Polski trener może nauczyć zasad gry szachowej oraz teorii rozgrywania poszczególnych jej fragmentów, ale po II wojnie światowej, wskutek izolacji polskich szachów, nie zdarzyło się, aby nauczył rozumienia szachów na poziomie pozwalającym na wdarcie się do czołówki światowej, gdyż sam ich dobrze nie rozumie. Obserwuję obniżanie poziomu gry szachowej przez niektórych nowych szachistów wraz z podjęciem pracy ze słabym trenerem. Niewątpliwie lepsze wyniki może przynieść samodzielna, dobrze zorganizowana praca z komputerem. Dzieje się tak dlatego, że nie ma takiej głowy, albo maszyny, która mogłaby zapamiętać wszystkie warianty. Jedynym, dobrym sposobem jest zrozumienie tajników gry szachowej, aby samodzielnie potrafić ocenić pozycję i znaleźć najlepszą kontynuację. Jednakże samo rozumienie szachów nie wystarczy. Po to, aby zostać mistrzem świata lub zmieścić się w pierwszej „10”, trzeba być zdolnym i trener musi potrafić utrwalić wrodzoną miłość do szachów, czyli rozkosz „łamania głowy”. Bez tak rozumianej miłości do szachów, przejawiającej się codziennie w 6-8 godzinnej pracy nad szachami nie można nawet myśleć o wdrapaniu się na Olimp.

3) tego, czy potrafimy stworzyć skuteczny system szkolenia najbardziej uzdolnionym szachowo dzieciom.
Dobry szkielet tego systemu stanowi Akademia Szachowa. Ogromną jej zaletą jest to, że już istnieje. Natomiast przedyskutowania wymaga, moim zdaniem, nadmierna centralizacja kształcenia szachowego w naszej Akademii.
Centralizacja ma zapewne tę zaletę, że łatwiej zapewnić dobrą obsadę wykładowców. Jednakże ma chyba więcej wad. Za pierwszą uważam niepotrzebny transfer środków dostępnych na szkolenie na pokrycie kosztów przejazdu, zakwaterowania i wyżywienia. Drugą poważną wadą jest brak konkurencji; Akademia jest bowiem jedna. Wydaje mi się, że utworzenie wydziałów Akademii w kilku miastach np. w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu i w Lublinie rozwiązywałoby oba problemy.
Uczniowie mogliby mieszkać w domu i za własne pieniądze dojeżdżać do szkoły szachowej. Po drugie; wykształcić mogłaby się konkurencja między wydziałami Akademii z różnych miast.
Jeśli chodzi o kadrę narodową mężczyzn i kobiet, to proponuję, aby dotychczasowi trenerzy zostali koordynatorami szkolenia oraz bezpośrednimi trenerami 1 osoby. Powinna obowiązywać zasada: jeden trener na jednego zawodnika. Członek kadry musi mieć możliwość zaakceptowania proponowanego trenera, względnie wybrać sobie dobrego zawodnika do wspólnej pracy – częściowo opłacanego przez PZSzach.
Przypomnę, że mistrzowie świata Karpow i Kasparow mieli po kilku trenerów jednocześnie. Trudno przypuszczać, aby nasza kadra, mająca jednego wspólnego trenera (konsultanta), mogła osiągać światowe sukcesy. Tym, którzy uważają inaczej, pragnę zwrócić uwagę, że ważnym warunkiem powodzenia szkolenia jest utrzymanie przez trenera w tajemnicy rezultatów wspólnej pracy z zawodnikiem, a także jego słabych i mocnych stron. Warunku tego nie można spełnić, jeśli jeden trener pracuje z kilkoma zawodnikami. Trzeba się pogodzić z faktem, że światowych sukcesów polska reprezentacja mieć nie będzie bez zapewnienia każdemu zawodnikowi kadry oddzielnego trenera (konsultanta, sekundanta). Jeśli nawet pojawi się sukces, to będzie przypadkowy, po którym przyjdą rozczarowania.

4) ambicji grających wyczynowo zawodników.
Współcześnie, ambicja jest uważana za jedno z najważniejszych źródeł bogactwa narodów. Jeśli grono grających wyczynowo w Polsce szachistów nie będzie miało ambicji wtargnięcia do czołówki światowej, żadne inne działania nie wprowadzą ich na Olimp gry królewskiej; nie mają one sensu. Pozostaną średniakami, z trudem radzącymi sobie w życiu, ludźmi sfrustrowanymi, przegranymi, godnymi pożałowania. Ambicja, to nie jest marzenie o tytule mistrza świata w czasie gry komputerowej, bezmyślnego przesuwania bierek na szachownicy lub kursora na ekranie tylko po to, aby zdążyć wykonać ruch w wyznaczonym czasie. Ambicja oznacza gotowość codziennego poświęcenia 6-8 godzin na samodzielne lub z pomocą trenera studia szachowe po to, aby zostać mistrzem Polski, Europy, świata.
Po to, aby zostać mistrzem Europy, czy wedrzeć się do czołówki światowej, oprócz „posiadania” światowej klasy trenera, świetnego psychologa, niemniej ważne jest przestrzeganie higieny snu, stosowanie odpowiedniej diety, utrzymanie aktywności ruchowej przez uprawianie sportów uzupełniających. Pragnę zwrócić uwagę na fakt, że wszyscy ostatni mistrzowie świata: Spasski, Fisher, Karpow, Kasparow wyróżniali się zdrowiem fizycznym. Na moje pytanie, zadane na konferencji prasowej, o najważniejszy warunek awansu do czołówki światowej Boris Spasski odpowiedział krótko: „końskie zdrowie”.
Pragnę jeszcze podkreślić, że najlepsi nasi zawodnicy mogą najskuteczniej pomóc rozkwitowi szachów w Polsce przez podnoszenie poziomu gry, zbliżanie się do czołówki światowej, a nie przez obserwowane zastępowanie pracy nad szachami wynajdowaniem sobie zajęć zastępczych, typu perfekcjonowanie regulaminów, tworzenie związków zawodowych. Niestety, zbyt często się zdarza, że szachiści nie kochający szachów chcą być szachistami dlatego, że kochają tryb życia szachowego wagabundy. Ale dlaczego mamy im w tym pomagać?
Według moich obserwacji, obniżenie poziomu gry szachowej najpierw przez Michała Krasenkowa, a następnie Bartka Macieję, zbiegło się w czasie z podjęciem przez nich działalności zastępczej (w kraju i poza jego granicami) w miejsce obowiązku sumiennej, systematycznej pracy nad szachami. Żywię nadzieję, że potrafią wyciągnąć z tego wnioski i ponownie zbliżą się do czołówki światowej.
Nie podlega dyskusji teza, że wyniki osiągane na poziomie światowym przez naszych sportowców, skuteczniej od tzw. „dojść”, otwierają dostęp do środków finansowych. Pokazał to case Małysza. Wywołane wielkim sukcesem indywidualnym zjawisko „Małyszomanii” ułatwia rozwój narciarstwa we wszystkich klubach. Dzięki temu pojawił się Rutkowski i wielu innych juniorów. Ten ułatwiony dostęp do środków finansowych, pozwalający na budowę nowych obiektów narciarskich, będzie trwał dopóty, dopóki Małysz lub jego następca osiągał będzie wyniki na poziomie światowym. Skończy się wraz z odstaniem naszej czołówki narciarskiej od czołówki światowej, gdyż nikt nie będzie dawał pieniędzy na skoki narciarskie jedynie dlatego, że jest to sport polegający na skakaniu z przypiętymi nartami.
Skoki narciarskie są sportem regionalnym, uprawianym wyczynowo jedynie w Europie i w Japonii. W całym świecie szachy są bardziej popularne od skoków narciarskich. Nie mam wątpliwości, że gdyby przykładowo Radosław Wojtaszek czy Mateusz Bartel zdobyli tytuł mistrza świata, pokonując najlepszych szachistów świata, zainteresowanie szachami ze strony sponsorów nie byłoby mniejsze od zainteresowania skokami narciarskimi. Mass media szybko znalazłyby wielkie promocyjne walory szachów, o których dzisiaj nie mamy pojęcia.
Podobnie, gdyby polska reprezentacja męska plasowała się w pierwszej „6” na olimpiadach szachowych i w pierwszej „4” na Mistrzostwach Europy, a kobieca zajmowała pozycje medalowe (obie reprezentacje potencjalnie stać na osiąganie takich wyników), to nie byłoby wielkich trudności ze znalezieniem dobrych sponsorów dla szerokiej kadry liczącej 12-15 osób. Wystarczył medal Pań, zdobyty na ostatniej Olimpiadzie, aby PLL „LOT” został oficjalnym przewoźnikiem polskiej reprezentacji.
Zaoszczędzone w ten sposób środki posłużyły na zorganizowanie przygotowań do DME z udziałem wybitnych trenerów, opłacenie psychologa, zakwaterowanie w pojedynczych pokojach podczas rozgrywek o DME, znaczne zwiększenie diet dla zawodników. Kilkoro zawodników (M. Soćko, B. Soćko, J. Dworakowska) otrzymali bezpłatne bilety do Londynu na turniej w Hastings. W upowszechnianiu szachów, żaden działacz nie może się równać z szachistą osiągającym wyniki na poziomie światowym. Bez wyników światowych, wszyscy działacze razem wzięci, nie zbiorą środków potrzebnych na upowszechnianie szachów w Polsce. Braknie ich nawet na podstawowe szkolenie i niewielkie turnieje. Dobro szachów wymaga, aby nie mieszać ról: działacze szachowi niech nie zazdroszczą wyników zawodnikom, a zawodnicy niech koncentrują się na podwyższaniu wyników sportowych.

5) tego, czy zdołamy pozyskać życzliwość społeczeństwa dla szachów, zwłaszcza jego intelektualnych, politycznych i biznesowych elit.
Pozyskanie życzliwości społeczeństwa i elit jest możliwe, czego mamy już dowody, ale jej utrzymanie wymaga ogromnej pracy i codziennej troski ze strony działaczy, trenerów, a także zawodników.
Walory wychowawcze szachów dostarczają najważniejszych atutów w naszych staraniach o życzliwość społeczeństwa. Trzeba jednakże pamiętać, że zasługi w wychowaniu młodzieży są rozmyte pomiędzy pozostałymi instytucjami pośredniczącymi, takimi jak rodzina, kościoły, szkoły i inne związki oraz kluby sportowe. Trudno jest wydzielić „kawałek” osiągnięć wypracowany przez szachy. Dlatego oprócz wymienionych działań „codziennych”, potrzebne są bardziej spektakularne, których nie mogą podjąć inne, niż szachy instytucje.
Poniżej podam przykład jednego z takich działań, którego projekt opracowałem kilka lat temu, ale nie mogłem zrealizować w ramach możliwości statutowych Klubu „Polonia”.
Jest nim pierwsza w świecie Internetowa Szkoła Szachowa dla dzieci wiejskich i z małych miasteczek. Zasady działania takiej szkoły są bardzo proste. Zajęcia trwają 6 dni w tygodniu i odbywają się w szkolnych pracowniach internetowych. Pierwszego dnia dzieci obserwują w Internecie przebieg gry pomiędzy np. dwiema 2-3 osobowymi drużynami z wybranych szkół. Następnego dnia jeden z arcymistrzów, posiadających przygotowanie pedagogiczne, dokonuje analizy rozegranych partii szachowych, którą śledzą dzieci zainteresowane szachami w pracowniach internetowych pod okiem szkolnego instruktora szachowego.
Już po roku szkolenia można dostrzec talenty w innych niż szachy dziedzinach np. w matematyce, fizyce, zajęciach plastycznych, poezji, muzyce. Wyłonionym talentom z rodzin ubogich materialnie zapewniana byłaby przez sponsorów pomoc materialna niezbędna do ukończenia dobrej szkoły średniej a następnie studiów. Nasza działalność mogłaby znacząco zmniejszyć skalę marnowania się talentów rekrutujących się z rodzin wiejskich i z małych miasteczek w Polsce.
Myślę, że zaskoczę wielu Czytelników informując, iż zdaniem specjalistów, trudniejsze jest wyłuskanie prawdziwych talentów, niż znalezienie im sponsorów. W Polsce, odkryte talenty praktycznie nie marnują się, a żadna inna dyscyplina sportowa nie wykazuje takiej predyspozycji do wyławiania talentów jak szachy. Jeśli zrealizujemy wspomnianą inicjatywę, możemy liczyć na życzliwość społeczeństwa. Jeśli bowiem utalentowana młodzież wiejska kończyć będzie studia i wracać na wieś, to sama potrafi przebudować ją w taki sposób, jaki będzie jej odpowiadał. Doświadczenie pokazuje, że przebudowa wsi przekracza kompetencje rządu. Ogromne środki finansowe na ten cel są marnowane.
W organizacji Internetowej Szkoły Szachowej , najbardziej złożone są problemy organizacyjne, których opis i sposoby rozwiązania zawarte są we wspomnianym projekcie przedsięwzięcia. Po spełnieniu pewnych warunków, Szkoła może uzyskać dofinansowanie ze środków unijnych. Upieram się w przekonaniu, iż zrealizowanie tego projektu, znacząco poprawiłby klimat wokół szachów i całego ruchu szachowego. Życzliwość społeczeństwa dla danej dyscypliny łatwo przekłada się na życzliwość mass mediów, a ta oznacza życzliwość sponsorów.
Pozyskiwanie życzliwości dla szachów ze strony elit politycznych, intelektualnych i biznesowych dobrze służyłoby też stworzeniu instytucji, w których ich przedstawiciele czuliby się komfortowo i odnosili korzyści polityczne, intelektualne i finansowe z zajmowania się szachami. Wydaje się, że taką instytucję stanowić mogłoby reaktywowanie dziewiętnastowiecznych towarzystw miłośników gry szachowej. Reaktywowanie tych instytucji ma sens jedynie wówczas, gdy należeć będą do nich ludzie z pierwszych stron gazet, a fakt przynależności do Towarzystwa i prowadzonej przez nich działalności w Towarzystwie, zainteresuje mass media.
Osobiście zaangażowałem się w reaktywowanie, utworzonego w 1889 roku, Warszawskiego Towarzystwa Zwolenników Gry Szachowej. Za kilka tygodni opublikuję na łamach „Forum” projekt złożonego w sądzie statutu; skład członków założycieli oraz przesłanki reaktywowania Towarzystwa. Być może, publikacja tych materiałów będzie pomocna działaczom zajmującym się podobnymi przedsięwzięciami.

6) pozyskania zainteresowania i życzliwości mass mediów.
Żyjemy w czasach, w których bez zainteresowania i życzliwości mass mediów, żadne wielkie przedsięwzięcie społeczne, jakim jest niewątpliwie rozwój szachów, nie może się udać.
Zainteresowanie mass mediów szachami zależeć będzie w największym stopniu - jak o tym pisałem wyżej – od życzliwości dla nich ze strony społeczeństwa. W ostateczności, to ono decyduje o wielkości nakładu, czy o tzw. oglądalności lub słyszalności. Jeszcze raz podkreślę, że zainteresowanie społeczeństwa (oraz życzliwość), zależy od osiąganych wyników sportowych. Żadne z mediów nie odważyłoby się pod groźbą utraty widzów, słuchaczy czy też Czytelników na nieinformowanie nas o wyczynach sportowych Małysza.
Każdy działacz doświadczył, że bez zainteresowania mass mediów, nie można pozyskać ofiarności sponsorów, a bez niej nie można pokryć niezbędnych kosztów nawet małego przedsięwzięcia.
Zwracam uwagę na fakt, że mass media mają i zachowają charakter komercyjny, co oznacza, że nie interesują się misją, jaką mogą spełnić szachy w wychowaniu młodzieży, lecz zainteresowaniem Czytelnika, słuchacza, telewidza – szachami. Zainteresowanie to jest mierzone m.in. liczbą osób telefonujących, wysyłających listy tradycyjne i elektroniczne, bądź SMS-y w sprawach szachowych. Dlatego przez nadzwyczajną ekspresję zainteresowania szachami ze strony szachistów i działaczy wyrażoną telefonicznie, wysyłaniem SMS-ów, a także listów, można by przejściowo zwiększyć zainteresowanie nimi mass mediów w większym stopniu, niżby to wynikało z aktualnego zainteresowania społeczeństwa. Konieczne zatem wydaje się „bombardowanie” mass mediów przez społeczność szachową. Tymczasem, powiedział mi kiedyś Tomasz Lissowski, że w czasie czteroletniego okresu redagowania kącika szachowego w „Rzeczpospolitej”, Redakcja otrzymała 6 listów na jego temat; cztery obojętne i dwa bardzo krytyczne. Po ostatnim, napisanym przez jednego z najbardziej znanych organizatorów imprez szachowych w Polsce , Redakcja zamknęła „kącik szachowy”. Niestety tacy jesteśmy i prawdopodobnie szybko się nie zmienimy. Jeśli spostrzeżenie to jest prawdziwe, szachy mogą pozostać w miejscu, w którym się znajdują, jeszcze przez długie lata.
Na pozyskiwanie środków finansowych, a tym samym na rozwój szachów, nie mają większego, pozytywnego wpływu periodyki szachowe, gdyż nie są czytane przez świat biznesu. Prasa ta powinna skupiać się na problematyce merytorycznej tj. zamieszczać analizy aktualnie granych, najlepszych krajowych i zagranicznych partii, angażując do ich komentowania wybitnych szachistów światowych. Związane z ich dopraszaniem problemy finansowe, mogą po części być rozwiązywane drogą współpracy tych periodyków z naszymi szachistami, utrzymującymi bliskie kontakty z szachistami z szerokiej czołówki światowej, pracującymi w Polsce trenerami zagranicznymi oraz organizatorami międzynarodowych imprez szachowych. Wspomnę, że dotychczas żaden z Redaktorów nie poprosił mnie o pomoc w pozyskiwaniu komentarzy napisanych przez wybitnych zagranicznych szachistów grających w drużynie Polonii Plus GSM Warszawa, lub startujących w Turnieju AMPLICO LIFE.
Ze względu na brak podręczników oraz ich wysoką cenę, doradzałbym też Redaktorom rozbudowę działu szkoleniowego, w którym zamieszczane byłyby artykuły szkoleniowe oraz rady najlepszych polskich szachistów. Dostrzegam korzyść dla obu stron.
Namawiam także do ograniczenia działu polemik, gdyż wskutek niskiego poziomu kultury prowadzonych dyskusji w niektórych naszych periodykach, licznych pomówień, niestarannego doboru słów, trenerzy nie mogą polecać naszych periodyków dzieciom, z wielką szkodą dla szkolenia.
Nie mam wątpliwości, że periodyki szachowe mogą łatwo szkodzić polskim szachom, odpychać od nich elity, w tym biznesowe oraz mass media, przez publikowanie niewybrednych pomówień oraz innych materiałów zohydzających środowisko szachowe. Nie można mieć wątpliwości, że nikt nie będzie chciał uczestniczyć w wydarzeniach szachowego „piekiełka”. Poczeka, aż się samo wypali.

7) pozyskania życzliwości i współpracy szkół. To umiejący grać w szachy nauczyciele, przy życzliwości dyrekcji szkół, mogą najskuteczniej wyłapać talenty szachowe, nauczyć je podstaw gry szachowej i poradzić rodzicom, do których klubów (sekcji) szachowych je zaprowadzić.
Myślę, że PZSzach. powinien (zdaję sobie z tego sprawę, że jest to po części wydawanie zaleceń samemu sobie) dołożyć starań i nie żałować wysiłku, aby nauka gry szachowej była nauczana w szkołach w ramach programu nauczania, a także stała się fakultatywnym przedmiotem w wyższych szkołach pedagogicznych oraz na kierunkach pedagogicznych innych wyższych uczelni, a zwłaszcza w wyższych szkołach wychowania fizycznego.
Myślę, że Zarząd PZSzach, z pomocą wybitnych pedagogów związanych z szachami, potrafi opracować program działań zmierzających do rozpoczęcia powyższego przedsięwzięcia, czyli nauczania gry szachowej w szkołach i jeszcze przed najbliższymi wakacjami zdoła rozpocząć dyskusje z kierownictwem MFNiS w tej sprawie.
Wydaje mi się też (po rozmowach z ludźmi odpowiedzialnymi za sport w Episkopacie), że rozwojowi polskich szachów dobrze służyłoby nauczanie przez Internet gry szachowej w seminariach duchownych. Księża życzliwie odnoszą się do propozycji prowadzenia zajęć szachowych, zwłaszcza w okresie zimowym, szczególnie z młodzieżą wiejską i z małych miasteczek. Nauka gry szachowej w szkółkach parafialnych, byłaby niewątpliwie postrzegana jako afirmacja nauki gry szachowej przez większość rodzin polskich.
Jestem też przekonany, że wykształcenie się bliskiej współpracy z MENiS przyczyniłoby się do przydzielenia dodatkowych pieniędzy ze środków publicznych za zdobyte przez szachistów medale. Przypomnę, że związek sportowy otrzymuje dotacje za zdobyte medale w MŚ, w konkurencjach olimpijskich.:
- Złoty Medal – 200 tys. zł
- Srebrny Medal 150 tys. zł
- Brązowy Medal 100 tys. zł.
Musimy z pokorą przyjąć do wiadomości fakt, że w ostatnich latach kilka związków sportowych np. Polski Związek Kulturystyki, Trójboju i Fitness, potrafiły uzyskać zgodę MFNiS na dodatkowe środki za zdobycie medalu. My nie podjęliśmy w tej sprawie skutecznych działań.
Nie mam żadnej wątpliwości, że wysoka gratyfikacja zawodników za wyniki sportowe na poziomie europejskim, a zwłaszcza światowym, jest niezbędna dla podniesienia poziomu szachów w Polsce. Podkreślając w wielu miejscach mego artykułu, znaczenie środków finansowych w rozwoju szachów w Polsce oraz koncentrując się na warunkach i sposobach ich pozyskiwania, kieruję się spostrzeżeniem, że na szachistę, zwłaszcza dobrze wykształconego, czeka wiele ofert pracy i nikt nie ma prawa apelować do niego, aby pracował i wygrywał z najlepszymi zawodnikami za darmo dla dobra Polski, nie dbając o własne korzyści materialne. Ludzie poprawiający wizerunek naszego kraju w oczach świata muszą być przyzwoicie wynagradzani.

8 ) tego, w jakim stopniu zdołamy wykorzystać: a) środki unijne; b) środki z gier liczbowych, ustawowo przeznaczane na sport, pozostające w MFNiS; c) środki dostępne organizacjom pożytku publicznego oraz d) dodatkowe środki przewidziane „Strategią rozwoju sportu w Polsce do roku 2012”.
PZSzach może, i w jakimś stopniu już udziela porad prawnych, ale wykorzystanie wymienionych środków, zwłaszcza w pkt. a i c, zależeć będzie od aktywności działaczy szachowych we władzach samorządu terytorialnego, zgłaszania udanych projektów zadań pożytku publicznego, umiejętności aplikowania po środki unijne na współpracę z organizacjami szachowymi z innych krajów.
Pragnę mocno podkreślić, że skuteczne pozyskiwanie środków z nowych źródeł, w dodatku w sposób niekonwencjonalny, nie będzie możliwe bez umacniania się klubów (sekcji) szachowych.
Znaczenie klubów w rozwoju szachów będzie wzrastać w miarę tego, jak samorządy stawać się będą głównymi organizatorami środków na sport amatorski, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży. Jeśli środki samorządowe mają być przeznaczone na szachy, muszą one wpłynąć do klubów szachowych. Środki te nie wpłyną, dopóki kluby nie staną się wiarygodnymi finansowo partnerami dla organów samorządu terytorialnego, a działacze klubowi nie staną się aktywnymi działaczami samorządowymi.
Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że minęły czasy, w których centralnie regulowano finansowanie poszczególnych dziedzin życia społecznego i kulturalnego, w tym szachów.
Dzisiaj, a zwłaszcza jutro dopływ środków na szachy zależy i zależeć będzie od tego, w jakim stopniu kluby oraz związki szachowe staną się poważnymi instytucjami społeczeństwa obywatelskiego, tzn., w jakim stopniu będą mu użyteczne.

x x x

Nie będzie kokieterią, jeśli podkreślę, że jestem otwarty na krytykę, gdyż zdaję sobie sprawę z tego, ze bez niej nic wielkiego w szachach nie powstanie, ale jestem też przekonany, że sama krytyka (tzn. krytyka dla krytyki) nie stworzy nowych wartości. Szachy odniosą większą korzyść, jeśli całe środowisko skoncentruje się na dyskusji służącej stworzeniu programu pozytywnego, czyli na koncepcji i narzędziach realizacji dobrze przemyślanej, długookresowej strategii ich rozwoju. Zachęcam środowisko szachowe do skoncentrowania się na stworzeniu takiej strategii, najlepiej kosztem szkodzących wizerunkowi szachów agresywnych dyskusji, w dodatku na tematy błahe, jakich pełno jest na forum PZSzach.
Apel o koncentrowanie się na działaniach pozytywnych sformułowałem pod wpływem odpowiedzi wielkiego szachisty i trenera, mojego konsultanta w sprawach szachowych, Witalija Cieszkowskiego, o przyczyny zaledwie nieco wyższego niż przeciętny w skali europejskiej, poziomu szachów w Polsce. Oto ona: ...„Wiesz Jan, przyczyn jest wiele, ale najważniejszą jest ta, że na jednego organizatora życia szachowego w Polsce przypada 50 krytyków; drugie tyle malkontentów przekonanych, że „to” nie może się w Polsce udać. Obiektywne warunki dla rozwoju szachów w Waszym kraju nie są złe”...
Zdaję sobie sprawę z tego, że rozkwit szachów w Polsce nie nastąpi w ciągu kilku lat. Ale uważam, że obecny Zarząd PZSzach, któremu przewodzi postać o nieprzeciętnych możliwościach kierowania życiem szachowym w Polsce, jaką jest Prezes Przemysław Gdański, może zbudować głęboko przemyślany, niekonwencjonalny program znacznego podniesienia poziomu szachowego w Polsce w przeciągu np. 6-7 lat oraz zaproponować skuteczne narzędzia jego realizacji.


    9475  odsłon
 Wydrukuj tę stronę Wydrukuj tę stronę
:: © 2003-2012 Klub Szachowy Gryf Szczecin ::